Aktualności

Aktualnosc l emilian kaminski zdj. rafa  latoszek

List do Szefa

Drogi Panie Emilianie, Szefie!

Dziś mija dokładnie rok odkąd… Nie odszedłeś, bo Ty cały czas jesteś, ale odkąd na zawsze zmieniłeś miejsce swojego przebywania. Przez ten rok wiele się działo. Staraliśmy się, jak mogliśmy, aby wypełnić zadanie, które nam pozostawiłeś. Kamienica gra spektakle, tak jak sobie tego życzyłeś. Walczymy o to miejsce codziennie poprzez naszą pracę. Nowe projekty, premiery, scena Twojego imienia, plany przeniesienia makiety Warszawy – to wszystko dla Ciebie, Szefie! A dzisiaj chcemy powiedzieć Ci kilka słów, bo tęsknimy za Tobą.

„Znałam go już z Romy, występował w musicalu Crazy for you, nie był w mojej garderobie, ja miałam u siebie Justynkę. Kiedy powstał Teatr Kamienica, wzięli mnie do siebie, abym razem z nimi tworzyła to miejsce. Na początku było bardzo wiele pracy, ale ja nigdy nie bałam się pracy, nie lubię narzekać, wolę działać. I chyba za to cenił mnie Emilian, za moją pracowitość i za dowcip. Jestem dość gadatliwą osobą, lubię żartować i śmiać się. Emilian też był urodzonym kawalarzem. Na każdy mój żart odpowiadał swoim i jego zawsze musiało być na wierzchu. Był wspaniałym aktorem, ale był też niesamowicie pracowity, przed każdym spektaklem zamykał się w garderobie i nie wyszedł, dopóki nie powtórzył całego tekstu – za to go ceniłam. Teraz nie spotyka się już takich aktorów. Ale ceniłam go również za jego dobre serce. Uwielbiał łowić ryby i przygotowywał mi zawsze (po wyprawie na ryby) wywar z ryb i nauczył, jak przyrządzać z niego naturalny kolagen. Na kilka dni przed śmiercią martwił się, kiedy Teresce nałowi tych ryb… Taki był Emilian, przede wszystkim myślał o innych” – opowiada pani Tereska, której bardzo brakuje Ciebie, Szefie. Brakuje jej Waszych rozmów, żartów, Twojej troski, a nawet tego, jak od czasu do czasu ją strofowałeś, kiedy „buzia jej się nie zamykała” w czasie prób.

„Pierwszy raz szefa spotkałam w budynku Urzędu Patentowego RP, przy okazji konkursu na plakat. Nie był wtedy jeszcze moim szefem, nie znałam go kompletnie, tylko jako aktora. Ale właśnie wtedy zapragnęłam u niego pracować (mówił o tym, że otwiera swój teatr). Wyciągnął gitarę, a ja zobaczyłam wielką pozytywną energię, uśmiech, charyzmę, to było niesamowite…” – wspomina nasza graficzka. Agnieszka jest wdzięczna losowi za to niecodzienne spotkanie, bo to ono nadało kierunek jej karierze. Stała się ona częścią zespołu Teatru Kamienica i mogła poznać Cię i współpracować z Tobą przez te kilkanaście lat.

„Był ode mnie starszy, ale nie była to różnica całego pokolenia i chyba dlatego od zawsze (jeszcze zanim zaczęłam pracę w Kamienicy) postrzegałam go jako prawdziwego mężczyznę. Świadczył o tym jego sposób mówienia, zachowania, ogromna siła, którą miał w sobie i charyzma, którą było widać w każdym jego działaniu” – opowiada Ania i dodaje – „Pamiętam trzeci czy czwarty dzień mojej pracy w teatrze, byłam wtedy w kasie, wszedł pan Emilian, przywitał się z Iwonką, Emilką i ze mną również – po imieniu. Zaimponował mi wówczas, to było dla mnie coś niebywałego, że pracodawca zna imię nowego pracownika po zaledwie kilku dniach pracy. Ale taki był pan Emilian, nie traktował nas jak pracowników, tylko jak kogoś bliskiego, z kim można tworzyć coś wyjątkowego. Szkoda mi, że nie mogę powiedzieć nic więcej, że tak krótko go znałam.” A Krzysztof dodaje – „ja również pamiętam któryś z pierwszych dni mojej pracy w kasie. Wszedł pan Emilian, spojrzał na mnie, uśmiechnął się i powiedział: Dobrze, że jest tu chłopak. Jestem wielkim fanem polskiego dubbingu, miałem w planach przygotować szkic wszystkich ról dubbingowych szefa wraz z jego podpisem i wręczyć mu to. Niestety, nie zdążyłem”.

„Pierwsza nasza wspólna produkcja, to było Słońce Kopernika. Wybrał mnie i Kamila do współpracy przy tym spektaklu, a my byliśmy zaszczyceni i podekscytowani tym, że mimo stałego zespołu realizatorów, zdecydował się na nas – młodych. Mieliśmy jedno spotkanie producenckie, na którym przekazał nam ogólny zarys swojej wizji, a reszta należała do nas. Dał nam wolną rękę i pozwolił tworzyć, kreować światło i dźwięk tak, jak czujemy wg naszej wrażliwości. Oczywiście było wiele rozmów, podczas których pytał nas: A dlaczego tu tak zrobiłeś? A czemu to tak? Szkolił nas, ale pozwalał dojść do rozwiązania samemu. Dawał nam przestrzeń i wolność twórczą.” – Filip wspomina, że było to jego pierwsze doświadczenie tego typu. W innych teatrach współpraca reżysera z realizatorem światła wyglądała inaczej. Byłeś dla niego mentorem i nauczycielem, który dba o to, aby uczeń osiągnął jak najwięcej. Dałeś mu wolność twórczą i zaufanie, ale nie zostawiłeś samego, byłeś obok i prowadziłeś delikatnie, wskazując kierunek.

„Miałam odejść z teatru, poczułam, że muszę coś zmienić, choć w głębi serca nie chciałam tego. Pan Emilian zrobił wszystko, absolutnie wszystko, abym tu została. Nie przekonywał mnie, tylko zadziałał. Z pomocą innych przeorganizował mój zakres obowiązków w ten sposób, że to miejsce znów stało się dla mnie magiczne, tak jak wtedy, gdy zaczynałam tu pracę. On po prostu nie chciał mnie stąd puścić i poczułam to. Nigdy wcześniej  żaden pracodawca nie docenił mnie tak, jak on. I to docenił nie tylko jako pracownika, ale również jako osobę. To było coś wyjątkowego. Teraz sama sobie zazdroszczę, że tu pracuję” – śmieje się Iwonka, która cieszy się, że zatrzymałeś ją w Kamienicy. Jest Ci ogromnie za to wdzięczna i jak sama mówi, do końca życia będzie o tym pamiętać.

„Chciałbym mu powiedzieć: dziękuję. Dziękuję za to, że dał mi szansę pracować tutaj w 2014 r., dziękuję za to, że był wymagający i kilka razy, gdy sytuacja tego wymagała, zwracał ostro uwagę. Dzięki temu dziś sam więcej od siebie wymagam, bo wiem, że gdy się czegoś chce, to można wszystko. Tego nauczył mnie szef” – to słowa podziękowania od Łukasza, dla niego zawsze byłeś wzorem pracowitości i dyscypliny. To Ty uczyłeś nas wymagać od siebie więcej i wierzyć w to, że wszystko jest możliwe.

„Najlepiej jakby drzwi się otworzyły, wchodzi szef, buzi-buzi, siada koło mnie, trochę pogadamy, powygłupiamy się i potem siadamy do konkretów” – tego chciałaby Jadwiga, która tęskni za Tobą, brakuje jej Waszych narad, Twojego ścisłego i twórczego umysłu, Twojego spokojnego spojrzenia, rozwagi.

To tylko część historii i wspomnień, jest ich zdecydowanie więcej. Każdy z nas, członków Zespołu Teatru Kamienica, ma swoją opowieść. Ty znasz je wszystkie. Dlatego już na sam koniec chciałabym opowiedzieć moją historię. Nigdy nie zapomnę prób do Metody na wnuczka. Byłam Twoją asystentką, a Ty traktowałeś mnie jak partnera. To była wspaniała przygoda i cieszę się, że miałam szansę współpracować z Tobą, Szefie. Zauważyłeś mnie, obdarzyłeś zaufaniem, pytałeś o moje zdanie i opinię. Jestem Ci za to wdzięczna. Żałuję, że nie zrobiłam sobie z Tobą zdjęcia, gdy mogłam i brakuje mi Twoich anegdot, Twojego głosu, troskliwości i ojcowskiej opieki.

A na zakończenie listu chcę wyrazić naszą wdzięczność za to, że powołałeś do życia Teatr Kamienica. Zbudowałeś dom, w którym każdy z nas odnalazł swoje miejsce i poczuł, że może być sobą, rozwijać swoje talenty. Stworzyłeś z nas rodzinę. I choć czasem bywa ciężko, zdarzają się nieporozumienia, jak to w rodzinie, to jednak wspieramy się i możemy liczyć na siebie nawzajem, bo gramy do jednej bramki. Nie ma drugiego takiego miejsca pracy, drugiego takiego teatru. „Kamienica to więcej niż teatr” tak rzeczywiście jest, a wszystko dzięki Tobie!

 

Twoja Załoga